Legendarny promotor koncertów z Bay Area, Bill Graham, zniknął, kiedy zacząłem dla niego pracować, w 1993 roku, ale nie czułem się w ten sposób. Wszyscy mówili o Billu Grahamie w czasie teraźniejszym. Byłem pracownikiem jego firmy, Bill Graham Presents, która zarządzała teatrem Fillmore przy Geary Street i Warfield przy Market Street, obie wspaniałe, staromodne miejsca z muzyką na żywo w San Francisco, w których zajmowałem się barem w moim wczesnym i średnim wieku. 20 i widziałem setki niesamowitych muzyków. „Pracuję dla Billa Grahama” – powiedzieliśmy wszyscy pracownicy, ale Bill Graham nie żył, zginął w katastrofie helikoptera w 1991 roku.

Kiedy dorastałem w San Francisco, jego nazwisko było związane ze wszystkim, co miało związek z rock’n’rollem. Moim pierwszym koncertem był Rolling Stones na trasie „Tattoo You”, w Candlestick Park. Miałam jedenaście lat i pojechałam ze starszym bratem. Musieliśmy iść, ponieważ nasza mama, idąc do pracy pewnego ranka, postanowiła ustawić się w kolejce przed Record Factory, kiedy dowiedziała się, że wszyscy czekają na bilety Stones. The Stones spóźnili się na scenę i zanim w końcu to zrobili, w nagłośnieniu rozległ się głos Billa Grahama: „Panie i dżentelmen, The Rolling Stones!” Graham opowiada, dlaczego spóźnili się w swoich pamiętnikach: Pięta na bucie Keitha Richardsa pękła. Keith był przesądny i nie chciał grać, chyba że można było naprawić piętę. Graham biegał gorączkowo, aż znalazł kogoś z obcasem jak na bucie Keitha, błagał właściciela o but, oferując w zamian 100 dolarów, zerwał go z podeszwy, a następnie przybił go do zepsutego starego buta Keitha, cały czas wrzeszcząc i przeklinając.

W college'u na UC Berkeley pracowałam jako nieletnia z fałszywym dokumentem tożsamości jako kelnerka koktajlowa w klubie nocnym Til Two Lounge przy Shattuck Avenue, gdzie występowały lokalne legendy soulu i bluesa. To był cały świat w tym nędznym miejscu, które śmierdziało pustymi beczkami i stęchłym dymem. Po studiach wróciłem do San Francisco i dostałem pracę serwującą drinki w barze pod nazwą The Blue Lamp w notorycznie niechlujnym Tenderloin. The Blue Lamp zawierał muzykę na żywo w nocy, mieszankę punków, śpiewaków pochodni i zespołów rockowych. W niedzielne wieczory odbywał się hałaśliwy blues jam z ekscentrycznym liderem zespołu, który kiedyś, gdy byłem barmanem, wybiegł na ulicę, grając solo w strugach deszczu na swojej bezprzewodowej gitarze elektrycznej. Zaszokował samego siebie. Popołudniami w lokalu panowała cisza, z wyjątkiem starych pijaków, którzy siedzieli przy barze. Jeden z nich, zwykły, zwykł mi powtarzać, że uważa, iż „zrobię lepiej” ze swoim życiem. Oceniał mnie fizycznie, jak to mówił, jakby jego aprobata dla mojego wyglądu była znakiem, że mogę uniknąć całkowitej ruiny. Był protekcjonalny, ale potajemnie ja też. Był po prostu alkoholikiem, który nie wiedział, że jestem absolwentką college'u i aspirującą pisarką. A jednak gdybym mu to przyznał, mógłbym wydawać się takim przegranym, jakiego nawet nie rozważał: wykształcona osoba pracująca na śmietniku!



Nie pamiętam, jak dostałem pracę w Warfield Billa Grahama, ale czułem się jak triumfalny krok w górę. Warfield był wspaniałym starym teatrem z misternie szczegółowym wnętrzem w stylu rokoko, wielkimi spiralnymi klatkami schodowymi w stylu sprzed wojny secesyjnej i ogromnymi żyrandolami. Grali tam wszyscy, od Neila Younga, przez PJ Harveya po Iggy'ego Popa, a każdy wieczór był inny, nastrój tworzony przez zaplanowanego wykonawcę i ich tłum oraz to, czy był to wyprzedany koncert, czy nie. Gdyby to był Sonic Youth, nie byliśmy tam tylko po to, żeby zarobić pieniądze, ale żeby zobaczyć świetny program. Jeśli to był Jerry Garcia, to była to czysta praca, bilet na posiłek, ponieważ Jerry Garcia Band występował co roku w Warfield, a ich tłum kupował mnóstwo drinków. Na tych przedstawieniach zarabialiśmy niezłe pieniądze, ale my, pracownicy, prowadziliśmy wojnę z bywalcami — truposzami — którzy rozbijali obozy przy Market Street, rutynowo rozlewali piwo po całym miejscu, rozwalali teatr wymiotami na siedzeniach. i tak dalej. Jeśli skarcisz ich, powiedzieliby ci, żebyś „był fajny”. Nienawidziliśmy ich nie tylko dlatego, że byli hippisami, ale dlatego, że wielu z nich wyglądało jak bogate dzieciaki, które nigdy nie musiały pracować. Niesławne były prośby Jerry'ego o posiłki za kulisami — dania takie jak przegrzebki zawinięte w bekon z rondelkiem do fondue do ich maczania.

Co zaskakujące, ta dieta nie była przyczyną jego śmierci. Zamiast tego wolał mieszankę heroiny i kokainy. W przerwie był tak naćpany, że kilka razy wezwano ratowników medycznych, a Jerry został wskrzeszony, zanim zespół wrócił na scenę, aby zagrać swój drugi set.

Kiedy legenda bluesa, Buddy Guy, grał na Warfield, w chwili, która przypominała wybiegającego w deszcz lidera zespołu Blue Lamp, Buddy Guy zeskoczył ze sceny, podszedł do mojego baru i poprosił o Heinekena. Wręczyłem mu go. Wypił całą rzecz i wrócił do gry.

Jednym stałym patronem był Carlos Santana. Poinstruowano nas, aby sprawdzić wszystkie jego drinki. Był jak facet przebrany za Carlosa Santanę, z wąsami i czarną fedorą z płytkim rondem naciągniętym na oczy. Zawsze zamawiał Cuervo, schludny, i nigdy nie zostawił napiwku — nawet dolara!

Pod koniec nocy pracownicy mogli zostać na drinka, kiedy teatr został opróżniony z gości. To było jak rytuał godowy, ponieważ wszyscy w Warfield spotykali się ze sobą. Pamiętam, jak powiedziano mi, że podczas gdy reszta z nas kręciła się w holu, dyrektor generalny wyszedł bocznym wyjściem z metalową teczką przykutą kajdankami do ręki, zgodnie z protokołem bankowania gotówki z nocnego przyjęcia.

Czasami wysyłano nas na specjalne imprezy barmańskie poza siedzibą Billa Grahama. Jednym z nich była bezduszna sprawa, na którą wszyscy pracowaliśmy na imprezie firmowej na gigantycznym stadionie gdzieś w South Bay. Był to prywatny koncert Roda Stewarta dla pracowników jakiejkolwiek firmy (nie pamiętam). Musieliśmy nosić brzydkie koszulki polo i spodnie khaki, a wszyscy żartowali sobie nawzajem w tych frajerskich strojach. Na tej imprezie podaliśmy cztery rodzaje drinków: Bud Light, Bud Dry, zwykły Budweiser i kilka innych Budów pochodnych. Ludzie zastanawiali się nad opcjami, jakby były rzeczywistymi wyborami. 'Hmm. Tak trudno się zdecydować. Co powiesz na . . . Bud Light? Rod Stewart wyszedł, napił się i krzyczał, jakby to nie był dla niego jakiś piekielny występ na pieniądze. Tłum to uwielbiał. Nie chcesz dawać podwyżek i korzyści? Zatrudnij Roda Stewarta raz w roku i obsługuj Bud Light.

jak przetrwać retrogradację rtęci?

Po ponownym otwarciu eleganckiego i kameralnego Fillmore Theatre Grahama w 1994 roku (doznał uszkodzeń strukturalnych podczas trzęsienia ziemi w 1989), Johnny Cash przyszedł i zagrał. Rozpoczął od „Folsom Prison Blues”, a później zapytał publiczność, czy mieliby coś przeciwko, gdyby przyprowadził gościa specjalnego, June Carter Cash. Wszyscy oszaleli. Nick Cave i the Bad Seeds zaaranżowali z naszymi dźwiękowcami piosenkę Barry'ego White'a, zanim poszli dalej. Gdy „I'm Gonna Love You Just a Little Bit More” wypełniło kino swoim porywającym i zapadającym w pamięć hakiem, perkusista usiadł przy swoim zestawie. Zaczął uderzać w talerz do wysokich kapeluszy, a muzycy jeden po drugim weszli na scenę i dołączyli. Nick Cave, w garniturze ze skóry rekina i białych butach, wziął mikrofon i przejście z Barry'ego White'a do Bad Seeds zostało zakończone. Zespół Courtney Love Hole zagrał na Fillmore siedem lub osiem miesięcy po śmierci Kurta Cobaina; w tym czasie jego śmierć wciąż wydawała się dość surowa. Miłość weszła na scenę i wskazała ludzi z tłumu, z którymi się umawiała lub uprawiała kiepski seks, i opisała do mikrofonu ich różne intymne niedociągnięcia. Midset przestała grać, spojrzała na stojak z oświetleniem, jak na niebo. Krzyknęła: „WRÓĆ, DUPKU!” Odpowiedzią było uniesienie brwi i wzruszenie ramionami: Nikt nie wydawał się poruszony.

Główną ambicją w tamtych czasach było wyglądać tak efektownie, jak otoczenie, w którym pracowałem, lub moja interpretacja glamour – to były lata dziewięćdziesiąte – co oznaczało bardzo ciasny i odkrywczy vintage, głównie z aksamitu, srebrnych dzianin Lurex lub skóry. Menadżer teatru Warfield był stale w mojej sprawie o moje ubrania, które uważała za nieodpowiednie. Odsłonięte brzuchy były jej szczególnym bête noire, ale znalazła sposób, by mnie zawstydzić za to, co nosiłam. „Nigdy nie muszę cię widzieć nago”, powiedziała kiedyś, „ponieważ te spodnie dają mi wszystkie informacje”. Naśmiewaliśmy się z niej i kierownika baru, który wydawał się nam korporacyjnymi marionetkami. Kierownik baru był typem osoby, która ogoliła głowę gorącą wodą i brzytwą, ponieważ ta metoda, jak to ujął, była „bardziej szczera”. Kiedy Brian Setzer grał jednego z noworocznych koncertów, dał mi rzut oka i zaprosił za kulisy. Kierownik baru zobaczył wymianę i powiedział, że jeśli pójdę, natychmiast zostanę zwolniony. Nadal jestem z tego powodu zły, bo nawet jeśli Setzer był stary jak na mój gust, był idolem z dzieciństwa z „Stry Cat Strut”.

są kompatybilność z wodnikiem i rakiem

Często czułem, że ci menedżerowie są zabójcami, ale to dużo dla menedżera. Dlatego było ciekawe, że pewnego dnia wszyscy otrzymaliśmy telefony w sprawie tajnej, prywatnej imprezy Halloween, do której zostaliśmy poproszeni, a koncert wymagał „oburzających kostiumów: wszystko idzie”. Kierownik teatru nawet zadzwonił do mnie i złośliwie powiedział: „Śmiało i ubieraj się jak dziwka”.

W teatrze z ogromną obsadą ciężko jest zachować tajemnice, a jednak nikt z nas nie miał pojęcia, dla kogo jest ta impreza, dopóki tam nie dotarliśmy. Teatr został przekształcony w coś, co wyglądało jak plan filmowy surrealistów, z fioletowymi żelami na światłach, fontannami i ciekami wodnymi pływających gardenii oraz lożą wypełnioną srebrnymi balonami. Impreza była dla Rolling Stones, którzy byli w trasie. A raczej przyjęcie zostało wydane przez Rolling Stones, jako sposób na podziękowanie ich ekipie drogowej. Najwyraźniej to była ich tradycja, że ​​zespół pracował, podając drinki. Każdy z nas, barmanów, był połączony z jednym członkiem. Czytelniku, byłem sparowany z Keithem Richardsem. Trzymał się legendy: przez całą noc pił Jacka i imbir, osobiście wypijając dwie butelki Jacka Danielsa. Musiał zostać wyrzucony o świcie przez ochroniarzy wraz z kierownikiem zespołu, z których dwoje najmocniej bawili się uczestnikami wieczoru. Mick Jagger również był wierny legendom, przynajmniej niedawnym: nosił ascot, pił Evian i wyjechał przed północą z towarzystwem z Mill Valley. Reszta zespołu serwowała drinki i na zmianę jammowała na scenie z całym zastępem muzyków z Bay Area, którzy zostali zaproszeni do gry. Na imprezie spotkałem ludzi, których nie widziałem od lat, na przykład przyjaciela z dzieciństwa Ariona Salazara, który był basistą w zespole Third Eye Blind. Wyobraź sobie, co musiał czuć: tamtej nocy zaciął się z Kamieniami!

Latem 1995 roku byłem na wycieczce samochodowej z przyjacielem, który pracował ze mną w Warfield i Fillmore. Byliśmy w moim fordzie z 64, na światłach w Jackson w stanie Mississippi, kiedy dwóch facetów w ciężarówce podjechało do nas i krzyknęło: „Hej, Kalifornia! Jerry Garcia zmarł dzisiaj!” Wydaje mi się, że myśleli, że dwie laski w klasyku z kalifornijskimi płytami będą chciały usłyszeć tę nowinę. Wybuchamy śmiechem. Obwiniam naszą zimną reakcję na niezdrową dynamikę miejsca pracy.

A jednak śmierć Jerry'ego oznaczała dla mnie zmianę, przez przypadek lub nie. Czułam, że tamtego lata, uwięziona w barmasznictwie, który dobrze płaci i nie szkoli człowieka do niczego innego, i chciałam przenieść się do Nowego Jorku, spróbować na serio zostać pisarzem. Zacząłem formułować plany.

Miesiąc po śmierci Jerry'ego PJ Harvey zagrała dwa wyprzedane koncerty w Warfield, a po drugim zagrała improwizowany set w Hotelu Utah, barze na południe od Market. Zaczęło się o 1:00 w nocy. Nie wiem jak zostałem zaproszony, ale poszedłem.

Hotel Utah był małym pokojem. Zmieściło się w nim około 40 osób, z czego połowa to członkowie zespołu i inni muzycy na zmianę na scenie. PJ Harvey grał całą noc. Wyszedłem o 5:00, a ona nadal występowała. Nie zmęczyła się i nie wyglądała na zmęczoną. Wyglądała na radosną, jak osoba w kościele, napełniając swoją duszę Duchem Świętym, gdy śpiewała. Byłem świadkiem artystki, która chciała grać całą noc, bo się do tego urodziła. Miała pasję, talent i niesamowite umiejętności techniczne. Śpiewała i grała na gitarze przez wiele godzin, w kameralnym otoczeniu, po tym, jak wykonała w pełni przećwiczony występ na stadionie dla tysięcy osób. To zrobiło na mnie głębokie wrażenie. Przesłanie, które z niego wyniosłem, było następujące: Bycie naprawdę dobrym w czymś jest najwyższą radością. I przez wnioskowanie zrozumiałem to: Samo bycie świadkiem wielkości jest dalekim kuzynem, a nawet nie jest w ogóle spokrewnionym.

Zaraz potem rzuciłem pracę i zmieniłem swoje życie.

Wybór Redakcji